środa, 27 lutego 2013

Mydlarnia u Franciszka - moje trzy grosze

Odkąd zainteresowałam się naturalnymi kosmetykami, zaczęłam być częstym klientem Mydlarni. Asortyment mnie po prostu zachwycił. Wszędzie hydrolaty, masła, oleje, glinki... No i przewaliłam w sklepie Mydlarnia u Franciszka sporo kasy. Nie to, że jestem niezadowolona i chcę ją skrytykować. Mam kilka fantastycznych kosmetyków i ciągle będę ich używać. Mimo wszystko chciałabym wtrącić swoje trzy grosze.

mydlarnia u franciszka opinie


1. Po pierwsze obsługa jest fatalna. Tylko raz trafiłam na milą ekspedientkę, która pozwoliła mi w spokoju porozglądać się po sklepie. Dopiero po kilku minutach podeszła spytać, czy może w czymś pomóc. Nienawidzę agresywnych ekspedientek. Nie chcę nikogo urazić. Wiem, że niektórzy muszą się tak zachowywać, bo szef każe. No i tak właśnie było za każdym razem, a odwiedzałam sklep Mydlarnia u Franciszka na prawdę często. Czasem wpadałam tylko się rozglądnąć i zastanowić czego mi brakuje. Nie było szans na zastanowienie się w spokoju. Już w progu byłam zasypywana ogromem informacji na temat nowości. Ale jestem cierpliwa, więc wytrzymywałam tę lawinę słowną nakręconej ekspedientki. Jak skończyła, podchodziłam do półek pooglądać kosmetyki. Gdy tylko, nie daj Boże!, brałam do ręki jakiś kosmetyk, pani ekspedientka znów włączała się do akcji. Od razu można było zauważyć wyuczone formułki. Doprowadzało mnie to do szału. Doszło do tego, że zakupy układałam w domu przeglądając ich stronę internetową a w sklepie brałam kosmetyki do ręki płaciłam i wychodziłam jak najszybciej, mimo że pani ekspedientka używała wszystkich chwytów, by mnie zatrzymać i namówić na coś jeszcze. Zero przyjemności z zakupów :p

2. Po drugie nie na wszystkich kosmetykach są szczegółowe składy. Opiszę tylko te, których używałam/używam, żeby nie było, że nie wiem o czym piszę. Pierwszy lepszy przykład - moja ukochana maska do włosów 7 oils <klik>, nie ma na niej szczegółowych składników INCI. Podczas zakupów pytałam pani ekspedientki czy zawiera coś oprócz olei, odpowiedziała, że skąd, przecież wszystko pisze. Wyrecytowała przy okazji wierszyk o masce i jej właściwościach, ale o składzie ani słowa. Więc myślałam, że konsystencja będzie olejowa. Jakie było moje zdziwienie w domu, gdy okazało się, że to bardziej krem do włosów? No na pewno nie olej. Napisałam nawet maila do przedstawiciela tej marki prosząc o składniki INCI. Dostałam odpowiedź, że to tylko oleje. No jak oleje, jak krem? I używam, bo jest super, ale wydaje mi się, że to spore niedociągnięcie.
To samo z hydrolatami. Miałam hydrolat z róży  <klik> (chyba już 5 opakowanie!) i z gorzkiej pomarańczy. Nie ma ani słowa na nich, że trzeba przechowywać w lodówce, więc na pewno muszą być konserwanty. To czemu nie ma o tym wzmianki na opakowaniu? Przecież kogoś mogłyby podrażnić? Eh.
Dalej, szampon Wardi Shan <klik>. Pisałam w recenzji o niedokładnym przetłumaczeniu składu. Kolejne niedociągnięcie. Nie wiem jak Was, ale mnie coś takiego zraża.
Kolejna rzecz, fatalny skład w kremie do twarzy Lepo <klik>. Mydlarnia u Franciszka szczyci się naturalnością, a widzicie w jego składzie coś naturalnego?

3. Po trzecie - kosmiczne ceny. Jako że już dłużej siedzę w temacie naturalnych kosmetyków i dzięki Waszym blogom poznałam kilka fantastycznych sklepów internetowych, a kilka jeszcze fantastyczniejszych znalazłam sama, muszę przyznać, że trochę przepłaciłam. Szczególnie jeśli chodzi o oleje. Mydlarnia u Franciszka - wykaz cen na dzień 27 luty 2013 rok:
Ceny za 50 ml. I nie chodzi o to, że żałuję zakupu! Poznałam fantastyczne oleje, które działają bajecznie na moją skórę. Po prostu następne oleje będę kupować gdzie indziej 100 razy taniej.

4. Po czwarte - wcale nie rezygnuję z zakupów w sklepie Mydlarnia u Franciszka! Nie chcę, żeby mój post był odebrany całkiem negatywnie. Uwielbiam glinkę Beloun, mydło aleppo, maskę 7 oils i szampon Wardi Shan. Mimo wszystko chciałabym kupować tam w spokoju, bez agresywnych ekspedientek i mieć możliwość poczytania wszystkich składów.

Nie chcę, żeby ktoś mi zarzucił, że byłam tam raz i krytykuję. Oto lista kosmetyków, które kupiłam w sklepie Mydlarnia u Franciszka:

Jak widać wykupiłam prawie pół asortymentu, a z większości jestem zadowolona. 

Jestem ciekawa jakie macie doświadczenia z Mydlarnią?

Pozdrawiam,

55 komentarzy:

  1. też nie cierpię,kiedy mnie się od wejścia zagabuje w sklepie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no właśnie, a ja w dodatku jestem raczej miła, nie będę się niegrzecznie odzywać, po prostu czekam, aż wywód się skończy... choć może nawet powinnam się odezwać.

      Usuń
  2. W mydlarni zaczęła się moja przygoda z olejami. Chciałam się tylko rozejrzeć,a wyszłam z ałunem,mydłem z aleppo, olejem ze słodkich migdałów i jeszcze jakimś,ale nie pamiętam :D

    rzeczywiście ceny mają kosmiczne. Kolejne zakupy olejowe robiłam w internecie i jakież było moje zdziwienie gdy zobaczyłam, że 50 ml oleju ze słodkich migdałów można kupić 5 razy taniej :D

    ale nie załuję - mydlarnia mnie zainspirowałą :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. też zdecydowanie nie żałuję! :) ale następne oleję kupię już po niższej cenie :D

      Usuń
  3. Też kupuję w Mydlarni u Franciszka. Ekspedientka też dużo mówi, ale po chwili rozmowy z nią stwierdziłam, że nie jest ona nachalna, po prostu jest pasjonatką kosmetyków naturalnych. Co do cen, faktycznie są wysokie - czasami wole kupić ten sam produkt w Organique, bo jest o kilka zł tańszy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och nie, kochana, ja bardzo chętnie rozmawiam o kosmetykach naturalnych!:) nie raz mi się zdarzyło paplać bez ustanku z jakąś panią z zielarskiego sklepu. Tylko w Mydlarni w ogóle jeszcze nie trafiłam na pasjonatki naturalnych kosmetyków. Szczerze mówiąc, nawet mi tego brakowało.

      Usuń
  4. Anonimowy11:57

    Też mam takie odczucia. Chociaż ja już byłam tyle razy w Mydlarni, że ekspedientka już mnie nie "atakuje". Pozwala mi spokojnie i swobodnie oglądać produkty. Zgadzam się również z zawyżonymi cenami. Z tego względu w mydlarni kupuję tylko krem 7 olejów, savon noir i szampony. Oleje wolę kupować w internecie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja już byłam tyle razy, a ciągle jestem atakowana, jakimiś nowościami, przecenami... zazdroszczę, ze możesz w spokoju pooglądać kosmetyki, bo asortyment jest super, wystrój sklepu też, aż chciałoby się tam przebywać.

      Usuń
  5. nigdy nie byłam nawet na ich stronie, ale ich agresywna (w swej natarczywości) obsługa jest tak popularna, że nawet do mnie informacje o tym dotarły;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to cieszę się, że nie tylko ja to tak odebrałam! :)

      Usuń
  6. ja zupełnie nie znam tych kosmetyków ani firmy ale będę mieć na uwadze to co napisałeś ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Tez nie lubie takich ekspedientek, alebo kiedy widze, ze dana osoba nie wie o czym mowi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dokładnie, a recytuje wyuczone formułki.

      Usuń
  8. Anonimowy16:38

    Stosowałaś olejek SESA? Zastanawiam się nad zakupem

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jeszcze nie, ale planuję kupić w marcu. Ale obiecałam sobie, że tylko jeden oleje w marcu, więc decyzja będzie trudna :D

      Usuń
  9. Nie byłam tam nigdy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. warto zaglądnąć, jest sporo ciekawych kosmetyków :))

      Usuń
  10. Ja na całe szczęście nie miałam do czynienia z ta mydlarnią. Ceny faktycznie masakryczne :O Tyle pieniędzy za olejek arganowy :O


    W wolnej chwili zapraszam do mnie na news ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fakt, olejki drogie, ale reszta kosmetyków ciekawa:)

      Usuń
  11. ja jeszcze nic tam nie kupiłam. Dziś przechodziłam koło tej mydlarni ale skończyło się na oglądnięciu wystawy. Jakoś nie nie wciągnęła ta wystawa do środka:) Kiedyś może coś tam kupie ale nie wiem czy stacjonarnie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zaglądnij, ciekawa jestem czy zostaniesz zaatakowana :D

      Usuń
  12. Mam podobne odczucia. Zauważyłam, że w Mydlarni ekspedientki zawsze wypowiadają magiczne formułki. Kiedyś weszłam tam tylko na chwilę. Wiedziałam, jaki produkt leży w obszarze moich zainteresowań. Jednak zanim udało mi się za niego zapłacić, musiałam posłuchać o maśle shea.

    Moja koleżanka miała nietęgą, gdy ekspedientka zaczęła zachwalać mydło z antybiotykiem. Nawet chciała zrezygnować z zakupu, ponieważ stara się unikać farmaceutyków w żywności i ta zasada obejmuje również kosmetyki. Na szczęście okazało się, że mydło zawiera olej o właściwościach przeciwbakteryjnych, ale według ekspedientki to antybiotyk;/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. haha magiczne formułki - o sformułowanie pasuje idealnie!! :D

      Usuń
  13. Mydlarnię znam tylko od strony internetowej, po prostu w mojej okolicy nie ma.
    Jest jednak kilka innych sklepów do których nie lubię chodzić ze względu właśnie na ekspedientki, które albo zachowują się jak żandarm i podskakują jak tylko wyciągniesz rękę, albo takie, które nie mają pojęcia o produkcie, który sprzedają.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja też strasznie tego nie lubię, wolę sama pooglądać, w razie czego zawsze je zawołam :))

      Usuń
  14. Nie lubię nachalnej promocji towaru, a mam wrażenie, że spotykam się z tym coraz częściej, słowem znak kryzysu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja wręcz nie cierpię, u mnie to działa na odwrót :) im bardziej produkt jest zachwalany, tym jestem bardziej sceptyczna.

      Usuń
  15. Bardzo nie lubię kiedy ekspedientki nie dają mi w spokoju pooglądać produktów... najczęściej stresuje mnie to i wychodzę.

    OdpowiedzUsuń
  16. Anonimowy22:17

    cholera, dlaczego wszyscy piszą o ekspedientkach mydlarni a nie o samych produktach(efektach)Osobiście wprost daję delikatnie do zrozumienia,że sama dokonam wyboru konkretnego produktu niezależnie czy pani będzie mnie zachęcać czy też nie..w końcu "klient nasz pan" czyż nie?(zwłaszcza w dobie kryzysu)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wybacz, ale nie bardzo rozumiem o co chodzi :) Jacy wszyscy? Tylko raz napisałam o ekspedientkach, a o produktach i efektach piszę na okrągło :)

      Usuń
  17. generalnie zgadzam się ; ekspedientki dość nachalne ale wiem, że nie mogą inaczej takiej obsługi wymaga firma. Jeśli chodzi o ceny olejków to też zgoda, w internecie jest taniej, ale nie róbcie z tego zarzutu, koszty funkcjonowania sklepu internetowego są naprawdę śmiesznie niskie w porównaniu z utrzymaniem sklepu stacjonarnego.I jeszcze jedna uwaga kiedy widzę w internecie ceny olejków podobno certyfikowanych to oczy stają mi w słup, nie da się sprzedawać olejku arganowego z ecocert w cenie 15 zł za 50 ml

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie masz rację :-) to tylko moje subiektywne odczucia, po prostu jestem indywidualistą, lubię roić zakupy sama, jak mam pytanie to zadam, ale lubię pomyśleć w spokoju :-)

      Usuń
  18. wydaje mi się, ze panie są szkolone, choć pewnie w domu same stosują Garniery i Pantiny. Często namawiają, ze olej kokosowy jest zawsze dobry na włosy i na każdego zadział bosko, a wiadomo że porowatość działa różnie.

    Raz byłam tylko w sklepie z naturalnymi kosmetykami, gdzie pani swoją wiedzą mnie zaskoczyła i potrafiła świetnie doradzić. Widać było pasję i to że się na tym zna. Ale to był prywatny sklepik a nie sieciówka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mi się najczęściej trafiają fajne babeczki w małych, zielarskich sklepikach. Od nich bije miłoscią do naturalnych kosmetyków na kilometr :-)

      Usuń
  19. Anonimowy18:43

    Przykro aż takie rzeczy czytać. Sama pracuję w Mydlarni u Franciszka, większość kosmetyków uwielbiam, dużo z nich testowałam, ale słuchajcie.. Dziewczyny które zarabiają 700 zł (oczywiście na umowę zlecenie) nie mogą sobie pozwolić na wypróbowanie wszystkich kosmetyków. Do tego wymagania są kosmiczne:mnóstwo nauki, przyjeżdżają z centrali, testy nam robią, przyjeżdża pani szkoleniowiec i nas przepytuje raz w miesiącu (jak w szkole), musimy znać i wiedzieć wszystko, do tego mieć czyściutko w mydlarni, a czasami się zdarza, że szefowa wchodzi do mydlarni, specjalnie sięga palcem na żyrandol lub najwyższą półkę żeby sprawdzić czy jest kurz, musimy mieć super utargi, musimy być miłe i uprzejme, uśmiechnięte, płacić za każdego złodzieja (mniej więcej 100zł miesięcznie), nie mamy urlopu, żadnych praw. A to wszystko za 6 zł na godzinę. My na prawdę nie chcemy was atakować, zasypywać informacjami itd, staram się tego nie robić ale jak jest szefostwo (a często jest) to chyba byśmy od razu wyleciały z pracy gdybyśmy 'nie zachęcały'. Oczywiście na odchodne musimy dawać milion kuponów, promocji, katalogów i ulotek. Czasami trudno to spamiętać. Jeśli tego nie robimy to i tak się dowiedzą bo wysyłają co jakiś czas 'specjalnych klientów'. Więc nasze życie nie jest łatwe, eeh.
    Ale mimo wszystko lubię tą pracę, klientów i kosmetyki też. Sama nie lubię być atakowana więc rozumiem was ;)
    Odrobina empatii, wystarczy powiedzieć, że 'ja już znam kosmetyki' i dajemy spokój :)
    Pozdrawiam! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przykro mi, że odebrałaś to jako atak na wszystkie ekspedientki Mydlarni. Zapewniam Cię, że nie to było moim celem. Raz trafiłam na naprawdę miłą dziewczynę, która po moich słowach, że znam kosmetyki i chciałabym sobie sama pooglądać, zwyczajnie mi na to pozwoliła. To właśnie strategia maketingowa firmy mi się nie podoba, może jeśli będziemy ją krytykować, to kiedyś coś się zmieni. Nawet wymieniłam dwa maile z pracownicami Mydlarni i wiem, że po prostu musicie to wszystko mówić i nagabywać, zachęcać, zagadywać... ale to dla mnie jest straszną niedogodnością. Zwłaszcza, że trafiałam na naprawdę zawzięte ekspedientki. Nie wiem, może szefowa była schowana za ścianą, ale byłam na takim celowniku i w ogniu informacji, że aż strach. I żadne moje prośby nie pomagały. Ale to wiadomo, wszystko zależy od charakteru danego człowieka :-)

      Wielkie dzięki, że podzieliłaś się z nami wiedzą, jak ta praca wygląda od podszewki. Pozdrawiam Cię serdecznie!

      Usuń
    2. U mnie na osiedlu w galerii otworzyli małe stoisko. Nie ma tam wielkich tłumów, sprzedawczynie widać, że z pasją i chęcią do pracy. Odpowiedziały na wszystkie moje pytania a jako, że mam pewne zboczenie pytam o wiele ;) Troszkę ciasno i w kurtce puchowej zakręciłam się kilka razy. Nie narzucały mi się jakoś specjalnie, poprosiłam czy mogę zrobić zdjęcie i nie robiły problemu. Może myślały, że jestem tajnym klientem? ;) Życzyłabym sobie tylko większego asortymentu (Organique) ale to już nie do nich prośba a do samej góry :)

      Usuń
    3. Ekstra, że tak dobrze trafiłaś :-) też lubię pogadać, o kosmetykach szczególnie, jednak w Mydlarni trafiałam na osoby, które ze mną nie rozmawiały, tylko za wszelką cenę zachwalały kosmetyk. To tak, jakbym słuchała recytacji opisu producenta z etykiety danego kosmetyku. Raz nawet, jak mówiłam, że czarne mydło Savon noir mnie podrażnia, to usłyszałam, że to niemożliwe.

      Usuń
  20. Anonimowy09:59

    Ja też nie mogę ręczyć za wszystkie dziewczyny, bo sama znam kilka z sąsiednich mydlarni które nie znają się wcale na tym co robią. I nawet nie mówią regułek tylko sadzą farmazony i wymyślają coś na poczekaniu byle coś wcisnąć... Każdy kosmetyk nawilża i regeneruje i tyle. My zazwyczaj jednak staramy się dobierać kosmetyki indywidualnie, dlatego też zadajemy dużo pytań o cerę, wiek, uczulenia, wrażliwość itd.

    Oczywiście, że możliwe jest podrażnienie od savon noir, z kilku powodów, np: uczulenie na oliwki bądź zbyt długie trzymanie go na twarzy. Na pierwszy raz polecam nałożyć go sobie na 2 max 3 minuty. To jest dość dogłębny zdzieracz.
    Pamiętam jak jedna pani kupiła u nas savon, oczywiście otrzymała od nas informacje jak go używać i na drugi dzień przyszła cała czerwona, od stóp do głów. Oczywiście z reklamacją kosmetyku i pretensjami do nas. Zapytana jak długo trzymała savon powiedziała, że 'nooo, kilka godzin, w zasadzie poszłam w tym spać'. No to nam ręce opadły..

    Poza tym powiem wam dziewczyny szczerze, że żeby być w porządku w stosunku do was to wiele rzeczy musimy weryfikować z czasem jak tu pracujemy. Na szkoleniach uczą nas tylko, że wszystkie kosmetyki są świetne, nie uczulają, nie mają nic oprócz naturalnych składników i są najlepsze na świecie. Większość jest świetna, ale są też buble nie warte 5 zł. Nikt nam nie powie tego na szkoleniu, nikt też nie powie że po savon albo nawet po arganie można mieć ogromne uczulenie. Każdy jest inny i ma inne potrzeby.

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakbym poszła spać w savon noir, to chyba by mi twarz wypaliło :D wiesz co, wydaje mi się, że mam uczulenie na któryś z konserwantów. Mam strasznie wrażliwą twarz. Używam go na uda i jest ok, ale nie porwało mojego serca.

      Właśnie wydaje mi się, że te niekompetentne ekspedientki zdarzają się przez dużą rotację pracowników. Prawie za każdym razem trafiałam na kogoś innego, a wiadomo ilu ludzi, tyle charakterów. Firmie powinno zależeć, żeby ekspedientki pracowały jak najdłużej na swoim stanowisku, przecież jak się jest długo związanym z daną firmą, to zaczyna nam zależeć na jej powodzeniu. A z maili od innych ekspedientek i z Twojej relacji wnioskuję, że nie macie tam za kolorowo. Firma zdecydowanie powinna to zmienić.

      Cieszę się, że masz takie podejście :-)

      Usuń
  21. Anonimowy11:15

    Witam. Pracowałam w tej firmie długi czas i powiem szczerze, przerost formy nad treścią! Biedne ekspedientki muszą uczyć się regułek i koniecznie muszą chodzić za każdym klientem! i nie ma opcji by było inaczej! Zresztą ciągła presja na pracowników nie wpływa zbyt korzystnie na komfort pracy. Cieszę się, że uwolniłam się od tej firmy, mimo, że nauczyli mnie wielu ciekawych rzeczy nigdy bym już do niech nie wróciła.
    Co do kwestii kosmetyków, to są przyjemne ale w internecie można kupić takie same ale o 100% taniej!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz :-) Częśc faktycznie można kupić taniej, zgadzam sie w 100%, jednak mam kilku ulubieńców do których stale wracam :))

      Usuń
  22. Anonimowy20:21

    hej dziewczyny, ja sama równiez pracuje w mydlarni, juz dosyc długo i tutaj jezeli chodzi o mówienie wyuczonych formułek dot,produktów to faktycznie moze to tak brzmieć:) ja sama z perspektywy czasu myslę ze mogę opowiadać w formie takich własnie formułek,chociaz poznałam juz te kosmetki dosyć dobrze i staram się aby to tak nie wyglądało, bo znam dany produkt , wypróbowałam nie raz i mówie jak działa, faktycznie mamy cos takiego jak firmowe wytyczne, czyli np:dawanie ulotek,informacje o promocjach no i w kazdej chwili moze nas nawiedzic tajemniczy klient=] faktem jest to ze ceny są wysokie,a le tak jak mówiły poprzedniczki ze utrzymanie sklepu tez ma swoją cenę, a ktos sprzedający na stronach internetowych takich az kosztów nie ma. ja osobiscie naciełam się też nie raz kiedy szukałam tańszych zamienników na stronach internetowych, gdzie olej migdałowy nie był olejem migdałowym tylko parafinowym z domieszką migdałowego:) także też przestrzegam , co do maseczki 7olis Pani Balbino postaram sie sprawdzic o co chodzi ze jest konsystencja kremu i dlaczego skoro niby są same oleje,;) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję za wartościowy komentarz, cieszę się, że możemy spojrzeć na mydlarnię oczami ekspedientek :))

      Usuń
  23. Anonimowy15:20

    Czytałaś jak przetłumaczony jest skład wardi shana ? Po angielsku widzimy "paraben " po polsku nie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, opisywałam to w recenzji. A teraz jest nowsza wersja opakowania i w ogóle nie ma angielskiego składu, co trochę mnie wkurza. Szampon działa u mnie wyśmienicie, ale lubię wiedzieć co siedzi w kosmetyku :D

      Usuń
  24. Anonimowy22:00

    Byłam ostatnio pierwszy raz w Mydlarni u Franciszka i dziwi mnie takie zamieszanie wokół 'agresywnych' ekspedientek. Fakt dziewczyny od razu zainteresowały się czy coś potrzebuję, ale nie odebrałam to jako nachalną reakcje. Ogólnie lubię kiedy wchodzę do sklepu i ekspedientki interesują się czy mi w czymś pomóc, lubię być rozpieszczana, ale jak nie planuję konkretnych zakupów mówię po prostu 'nie dziękuję'.
    Moje pierwsze wrażenie po wyjściu z mydlarni było bardzo pozytywne, dziewczyny mają niesamowitą wiedzę. Potrafią doradzić, podać różnice między produktami, a nie wszystkie sprzedawczynie wiedzą co mają w sklepie. Interesowałam się wcześniej naturalnymi kosmetykami, wiec nie przyszłam na 'świeżo' i ich wiedza pokrywała się z tym co wiedziałam już wcześniej. Niestety tanio nie jest, tu muszę się z wami zgodzić. Ale uważam, że lepiej kupić jeden naturalny kosmetyk w droższej cenie niż kilka napakowanych chemią. Osobiście jestem fanką glinki ghassoul, olejku arganowego i mydła marsylskiego. Odkąd zaczęłam używać kosmetyków bez chemii moja skóra wygląda o niebo lepiej. A do mydlarni na pewno wróce;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam wrażenie, że podejście do klienta bardzo się poprawiło, nie wiem gdzie robiłaś zakupy, ale ostatnio byłam i w Krakowie i w Rzeszowie i ekspedientki były na medal! Miłe, pomocne, ale nie nachalne. Jednak przy pierwszych moich wizytach było naprawdę inaczej i to nie tylko moje zdanie. "nie dziękuję' nie wystarczało :) Do mydlarni regularnie wracam, bo też mam swoich ulubieńców :)

      Usuń
  25. Anonimowy12:35

    nie olejek arganowy,a olej arganowy to znaczaca roznica. olejki sa eteryczne a oleje sa czyste. dlaczego taka cena? to produkty z pierwszej linii, bez dodatków . Wiekszośc jest bez parabenów o sztucznych substancji spieniajacych. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Są również oleje arganowe bez sztucznych dodatków w o wiele niższej cenie :)

      Usuń
  26. Anonimowy18:58

    Jako była pracownica mogę jedynie potwierdzić że atakowanie klienta już od progu to polityka tej firmy i po prostu nie można postępować inaczej ze względu na niezapowiedziane kontrole. A jak są szefowie to dostaje się ochrzan za to że za mało się wciska klientowi. Niestety nie można odpuścić nawet stałym klientkom-każdy musi być zarzucony rozległymi opisami produktów, ktorych często do końca się nie rozumie. Osobiście nie byłam pasjonatką kosmetyków naturalnych, nie miałam okazji wielu z nich przetestować ze względu na głodową pensję i myślę że podobnie jest z innymi ekspedientkami. Co do kosmetyków to wiele z nich wcale nie ma naturalnego składu zwlaszcza jeśli chodzi o serie Lepo, Korana czy Wardi Shan. Szampony są z SLS ale nie mozna o tym mówić a jak klientka się cokolwiek oroentuje to trzeba podkreślać że są bardziej naturalne id tych z drogerii. Jak dla mnie niewielka pociecha zważywszy na wysoką cenę. Radzę uważać i sprawdzać skład. A najlepiej szukać tanszych odpowiedników w sieci.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję za rzeczowy i wartościowy komentarz. Prawda jest taka, że żeby nie dać nabić się w butelkę, trzeba się orientować we wszystkich dziedzinach, w tym i trochę w kosmetykach. Pozdrawiam

      Usuń

Dziękuję za każdy pozostawiony komentarz.